Premium economy class...
Skoro nie ma roślin, to przynajmniej można sobie pokopać w ziemi. Kopalnie minerałów widoczne są wszędzie.
Droga z Calamy do San Pedro de Atacama. Pustynia jest wszędzie - praktycznie po horyzont.
Najczęstszy okaz tamtejszej fauny - wikunia. Są praktycznie wszędzie.
Lamy tutaj są zwięrzętami jedynie hodowlanymi. Stąd ozdobny frędzel przy szyi.
Pozowanie na tle wulkanu.
Pierwsza napotkana laguna z flamingami. Potem okaże się, że są one wszędzie, gdzie jest choćby krztyna wody.
Laguna Tebenquiche.
Wulkanów po drodze widzieliśmy dziesiątki, jeśli nie setki.
Obserwatorium ASTE
Mały off-road. Próbowaliśmy podjechać tak blisko obserwatorium, jak to możliwe - żeby coś zobaczyć. Ale nie bardzo się nam udało...
Potem zaczęły się większe kamloty i trzeba było dygać z buta.
Jedyne, czego tam nigdy nie brak, to kurz.
Quebrada Quepiaco
W dali widoczna Laguna Aguas Calientes
Laguna Negra
Laguna Quisquiro
Członek wyprawy do zadań specjalnych
Napisane było, że te kamienie to jakieś ichniejsze miejsce kultu i nie wjeżdżać. To zrobiliśmy fotki z odległości.
Łubiny, absolutna rzadkość - jak zresztą każda inna roślina
Zwrotnik Koziorożca przekroczyliśmy kilkukrotnie
Laguna Miscanti
Laguna Miniques
Droga do Salaru de Atacama
Salar de Atacama - 100km płaskiego solniska
Rzeczywiście - słone!
Zabłądziliśmy w jakimś parku i trafiliśmy - nielegalnie, bo samochodem - do jakiejś wioski z hodowlą lam
Piknik oczywiście pod murkiem - bo inaczej wiatr urwałby głowę
Laguna Negra
Flamingi na solniskach czują się znakomicie
Po wjechaniu do Argentyny krajobraz się znacząco zmienił. Wprawdzie nadal pustynia, ale zieloności znacznie więcej.
Susques. Maleńka mieścina z bardzo oryginalnie wyglądającymi mieszkańcami. Typowi andyjcy Indianie, większość kobitek paraduje w kapeluszach.
Salinas Grandes. Wprawdzie wstęp płatny, ale grosze, a atrakcje wysokiej jakości
Ruta nacionale #40. Nasze pierwsze 100km szutru i pierwsza złapana guma.
Cmentarzyk w wielkim nigdzie.
Kolejna droga przez solnisko
Desierto del Diablo
Ojos de Mar. Na zdjęciach wyglądał nieziemsko, ale okazało się, że to tylko wielka kałuża rdzawej nieprzejrzystej wody
Cono de Arita. Cel naszej 250-kilometrowej wyprawy po bezdrożach
Salar de Arizaro
O wschodzie słońca
Słynna andyjska kolej
Kolejny ciekawy cmentarzyk - tym razem "z widokiem"
Droga do Salty - zaczyna się roślinnność
Oto co zostało z opony po jeździe po szutrach
Stacja kolejowa Alemania - w rzeczywistości przytulna knajpka, ale z nieprzyzwoicie drogim winem.
Coś nowego - woda i zieloność
Yesera. Krótki trekking wśród kolorowych skałek, przy malowniczej drodze 68. Jedynie ta temperatura, dochdząca do 40st. C....
Widoki przy drodze 68.
W tle skałki Los Castillos
Zbliżamy się do pumeksowych skał
Wjazd do Campo de Piedra Pomez. Tylko dla samochodów 4x4.
Trawy albo nie ma, albo jak już wyrośnie - to ho, ho
Pumeksowe skały
Droga przez pole lawy
W dali Laguna Carachi Pampa
Laguna Carachi Pampa
Laguna Escondida
Wulkan Antofagasta. Jest ścieżka, trzeba będzie wejść
Podejście na wulkan zaczyna się na olbrzymich polach lawy
Na szczycie wulkanu, a dookoła kilkanaście innych
Według map googla właśnie przejeżdżamy przez sporą rzekę. Tak wygląda znakomita większość rzek w tamtej okolicy
Cańon del Indio
Autostopowicz na drodze szybkiego ruchu
Okazuje się, że są tam bardzo przytulne schrony, z których można korzystać za free. Ale reklamowana zona wi-fi to tylko propoganda. ;-)
Gdzieniegdzie można trafić ciepłe źródła, co przy tych temperaturach jest całkiem niezłą opcją. Terma de la Gruta. W strefie niczyjej - pomiędzy granicą argantyńską a chilijską.
Ostatnie widoki na Argentynę
Laguna Verde
Najwyższy wulkan świata - Ojos de Salado.
Wkoło upał i brak wody, a tu taka niespodzianka. Resztki śniegu...
Nibylis andyjski (zorro andyjskie).
Jeśli tylko gdzieś pojawia się woda, od razu mamy rzekę roślinności
Salar de Pedernales. Niby woda ładna, ale lodowato zimna. Przy huraganowym wietrze nie ma ochoty na wchodzenie.
Takimi dróżkami jeździmy...
Diego de Almagro. Wszędzie widać resztki dawnej przemysłowej infrastruktuy.
Zbliżamy się do wybrzeża Pacyfiku.
Miasteczka nad Pacyfikiem są szokująco obskurne. Domy z dykty i blachy, a wokół syf.
Jedyna nasza knajpka przez cały pobyt. Rybka była OK, ale nasza polowa kuchnia znacznie lepsza!
Typowa wioska nad morzem. Dykta, blacha i syf.
Mano del Desierto
Playa de Hornitos. Przepiękna miejscówka nad Pacyfikiem.
Kolejny oryginalny cmentarzyk, tym razem nad samym morzem.
Pica. Miasteczko po drodze. Bardzo nietypowe, bo z roślinnością, ciepłymi źródłami i basenem miejskim.
Wielki O'Rety! jak zwykle czuwał nad nami. Całkiem przypadkiem trafiliśmy na obchody jakiegoś lokalnego święta. W całym miasteczku mnóstwo różnych poprzebieranych ekip.
Z widokiem na Pica.
Salar de Huasco
Ciekawa roślina - twarda jak koralowiec
Salar de Coposa
Ruta nacionale A97-B
Już myśleliśmy, że nie dojedziemy. 200km do przejechania, a tu tak droga. Całe szczęście polepszyła się po kilkunastu kilometrach.
Dawna stacja kolejowa. Yuma, 4401m n.p.m.
Jak widać, kolej już tu nie jedździ
Wulkan Ollaque
Ollaque
Salar de Carcote
Miejscówka jak zawsze musi być maksymalnie osłonięta od wiatru.
Lago Verde (Salar de Carcote)
Salar de Ascotan
No i do domciu.....